Dzieci - nasza miłość i nasz ból

      
              „Dzisiaj dzieci - jutro naród”
                      Siergiej Michałkow
 
W skrócie można powiedzieć - Jakie dzieci, taki naród. Chore i umierające dzieci, to chory i umierający naród. Cała ludzkość na drodze swojego rozwoju zobowiązana jest upaść w każdy dół, doznać niepowodzenia w każdym drobiazgu, zaplątać się w każdej sytuacji. I nie ważne jest to, że my o tym zapominamy. Wszystko, co przechodzimy, gromadzi się i jest zapisywane w genomie człowieka. Staje się doświadczeniem, przekazywanym z pokolenia na pokolenie. A co my dorośli przekazujemy naszym dzieciom? Tak na prawdę, w istocie przekazujemy im doświadczenie nienawiści do bliźniego i jej stały wzrost.

Niestety z głębokim żalem stwierdzić można, że nasze dzieci, którym gotowi jesteśmy oddać ostatnią koszulę, stają się coraz bardziej niezdolne do współpracy i współżycia społecznego. Stają się coraz bardziej chore i to na choroby ludzi dorosłych, a w szczególności dotykają je problemy psychiczne. Niestety liczba takich przypadków rośnie i napełnia rodziców wielką, nieporównywalną z niczym innym goryczą.

Jakież to dziwne i niepojęte, nowe zjawiska zachodzą na świecie. Ludzkość przypomina skoczka narciarskiego, który odbił się od progu i leci w dół. Z tą tylko różnicą, że skoczek bardzo dobrze wie o tym, iż na dole czeka na niego twarde, trudne, ale bardzo dobrze mu znane i oczekiwane zetknięcie z Ziemią, które zakończy skok.
 
My nie wiemy, co czeka nas tam, na dole, nie potrafimy dostrzec celu naszego istnienia i dlatego przestaliśmy doznawać satysfakcji z naszego istnienia, a zamiast niej odczuwamy pustkę. Przeżywamy teraz kryzys w różnorodnych sferach życia, ponieważ nasze życie zbudowane jest na naturze egoistycznej, której rozwój właśnie osiągnął swój szczyt. W ciągu całej historii nasza egoistyczna natura popędzała nas do przodu, szybkość rozwoju zwiększała się i teraz wszyscy doszliśmy  do końca. Ale to nie znaczy, że oderwaliśmy się od egoizmu. Nie, my po prostu nie wiemy, dokąd mamy teraz iść.

Dzieci - to część społeczeństwa, która jest bardzo wrażliwa na to, co się z nim dzieje. Są kruche, delikatne i podatne na oddziaływanie zarówno dobra, jak i zła. Jeżeli społeczeństwo opuszcza się coraz niżej, to i dzieci biorą z niego to, co złe, chorują i umierają. I w ten sposób zepsute społeczeństwo psuje swoją przyszłość, psuje swoje kadry, które przy prawidłowym stanie społeczeństwa mogłyby przynieść mu wielkie korzyści.

Niedawno wydarzyła się wstrząsająca historia: dwaj mali bracia powiesili się na jednym drzewie, zostawiając list: "Mamo, Tato, bardzo prosimy, nie pijcie już więcej". Jak jeszcze dzieci mogą wpłynąć na swoich rodziców? Z pewnością próbowały wszystkiego, zanim zdecydowały się na taki krok. Jednak ani w kraju, ani w wiosce, w których wydarzyła się ta tragedia, niczego to nie zmieniło.

Ponadto, według danych Rady Europy, w rozwiniętych zachodnich krajach mniej więcej co dziesiąte dziecko lub nastolatek pada ofiarą przemocy o charakterze seksualnym, w różnorodnych formach, takich jak: kazirodztwo, pornografia, prostytucja, handel ludźmi lub molestowanie. To właśnie nasz stosunek do dzieci wzbudza w nich takie zaburzenia rozwojowe, jak rozstrój nerwowy, niezdolność do prawidłowych kontaktów społecznych, autyzm, zaburzenia psychiczne, wyrażające się w zachowaniu, depresja i zaburzenia w sferze duchowej, nadpobudliwość, która stała się normą...
 
W wyniku tego dzieci coraz częściej sięgają po alkohol i narkotyki. Naruszenie równowagi psychicznej u dzieci jest następstwem naszych egoistycznych myśli, pragnień i działań.
Czy my, dorośli, zrobiliśmy już wszystko, żeby ten świat zmienić na lepsze? Czy w ogóle chcemy spróbować to zrobić, chociażby dla dobra naszych dzieci? 
 
Znajdujemy się teraz w położeniu chorego, który nie wie, że jest chory. Doszliśmy już do stanu, w którym powinniśmy zadać sobie pytanie: jakie jeszcze straszne rzeczy ukryte są w ludzkiej naturze? Przecież to my sami zawęziliśmy sferę tego, co zabronione: zalegalizowaliśmy prostytucję, coraz bardziej pobłażliwie traktujemy zachowania nienormalne, nawet tak drastyczne, jak nekrofilia, zoofilia, czy też rozpowszechnianie pornografii dziecięcej. Dla naszego egoizmu nie istnieją żadne granice, rozbije on każdą barierę na drodze swojego rozwoju. Dlaczego więc dziwimy się chorobom naszych dzieci?

W dzieciach nie ma dążenia do nienawiści, jest w nich potrzeba miłości, dziecko pragnie kochać i być kochanym. Ta niezaspokojona potrzeba sprawia ból i cierpienie. Ból gromadzi się w ciele, gęstnieje, rośnie, co powoduje u dzieci poważne zmiany psychosomatyczne. Staje się tak nieznośny, że zmusza do szukania środków przeciwbólowych takich, jak agresja skierowana na innych, alkohol i narkotyki.

Czy potrafimy dać im naszą miłość? Sądząc z coraz częstszych doniesień o znęcaniu się nad dziećmi, jest raczej odwrotnie, coraz bardziej ich nienawidzimy i to zarówno swoich, jak też cudzych. Dlatego nie mamy już innego wyjścia, jak wyjść poza egoistyczne ramki samego siebie i całkowicie przebudować nasz stosunek do otoczenia i do bliźniego.
 
Dzieci - nasza miłość i nasz ból aldactone buy online
Prawidłowo zorganizowane społeczeństwo powinno otoczyć wszystkich swoich członków troską i miłością, a w pierwszej kolejności tych, którzy nie potrafią poradzić sobie sami. My wszyscy jesteśmy jednym systemem, w tym systemie każdy jest jednakowo ważny. Jeżeli my zmienimy swój stosunek do siebie, to odczujemy również zmianę stosunku natury do nas na lepsze i takie straszne zjawiska, jak choroby i zaburzenia psychiczne znikną. Niestety, ludzkość jeszcze sobie tego nie uświadamia.

Tylko i wyłącznie naprawą naszego egoistycznego stosunku do siebie oraz próbami osiągnięcia powszechnej miłości do bliźniego, możemy realnie pomóc naszym dzieciom, a kiedy działania te przyniosą pozytywne rezultaty, to wtedy przekażemy je poprzez wychowanie i oczywiście poprzez geny.

I to właśnie nazywa się - Miłość do dzieci.
 
Vład Rutus
 

Odwiedź nas na Facebooku

Rzeczywistość z przymrużeniem oka

 eva adam.jpg
Copyright